Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

niedziela, 6 marca 2016

Ferrari Testarossa - samochód, który kolor czerwony wzniósł na wyżyny

Dziś opiszę samochód moim zdaniem ze wszech miar wyjątkowy. Zastosowano w nim wiele ciekawych pomysłów i rozwiązań stylistycznych. Jakich? Czytaj!


Ferrari Testarossa to szałowy samochód, który pomimo tego, że był najdroższym w owych czasach samochodem spod znaku skaczącego rumaka, sprzedał się w ponad 7 tysiącach egzemplarzy. By zrozumieć dlaczego ten model był tak popularny, musimy cofnąć się do roku 1953. Wtedy to Enzo Ferrari, wkurzony jeszcze na Alfę Romeo, udowadnia swojemu byłemu pracodawcy, że potrafi budować samochody znacznie lepsze niż Alfa. W tymże roku Ferrari wypuszcza serię 250, a w latach 1956-1961 wypuszcza 34 specjalne samochody serii 250 z pomalowaną na czerwono pokrywą zaworów. Od tego właśnie elementu wywodzi się nazwa - Testa Rossa - co oznacza ni mniej, ni więcej czerwoną głowicę (głowę). W roku 1959 pojawia się Ferrari TR, która jest wytwarzana do roku 1961. Ferrari 250 Testa Rossa (TR) rządzą w 24-godzinnym wyścigu Le Mans w latach 1958, 1960-61. Jedynie w roku 1959 ustępują palmy pierwszeństwa Astonowi Martinowi. Samochody te były wyposażone w 12-cylindrowy silnik w układzie V o pojemności 3 litrów i mocy 300 KM. Poniżej pierwsza generacja Ferrari 250 Testa Rossa.


I mamy rok 1984. Na rynek wchodzi nowy model - Testarossa. Poza podobną nazwą oraz 12-cylindrowym silnikiem samochód nie ma nic wspólnego z praprzodkiem. Ale magia nazwy działa, a że fani Ferrari są sentymentalni, to model kupują chętnie. Zwłaszcza że ów model jest naprawdę piękny!


Na początek światła - oczywiście obowiązkowo zamykane. Taka była moda i takie światła ten samochód musiał mieć. Z zamkniętymi światłami wyglądał obłędnie. Z otwartymi już mniej, ale za to kierowca widział, gdzie się samochód kończy.


Z akcentów stylistycznych możemy także wyliczyć wycięcie maski pod ramiona wycieraczek oraz dość nietypowe lusterka. Umieszczone wysoko i stosunkowo długie. Jednak linia samochodu wymuszała takie, a nie inne umiejscowienie lusterek. Chociaż kierowcy modelu mieli dość zadzierania głów i w późniejszych Testarossach lusterka były umieszczone niżej, bowiem zastosowano w nich wypukłe szkła lusterek, zamiast płaskich.


W środku - pełen luksus. Skóra, klimatyzacja, nagłośnienie - wszystko z najwyższej półki. Fotele sterowane elektrycznie (a jakże). Szyby także.



Jak widzimy na zdjęciu wnętrza przedstawiającym siedzenie kierowcy - hamulec ręczny został umieszczony dość nietypowo. W sam raz, by rozdarł portki wysiadającego kierowcy, który ów hamulec zaciągnął. Dlaczego tak? Ano dlatego, że pomiędzy fotelami Ferrari wymyśliło sobie konsolę, na której umieściło pokrętła klimatyzacji i nawiewu oraz ogrzewania, opcjonalne radio, przyciski sterowania szyb i inne dziwne przyciski. Nawet lewarek od zmiany biegów przesunięto na lewą stronę, gdyż na konsoli brakło na to miejsca.


Ale dlaczego przyciski znalazły się tam, a nie w konsoli centralnej? Spójrzmy na zegary - znalazł się tam prędkościomierz, obrotomierz, wskaźniki ciśnienia i temperatury oleju. Czegoś brakuje? Tak - znikły zupełnie wskaźniki poziomu paliwa i temperatury silnika. Czyli według Ferrari mało istotne. Kto by się takimi pierdołami jak niski poziom paliwa w baku przejmował? Tam paliwo ma być i już! Zatem gdzie się podziały owe wskaźniki? Tak - dobrze kombinujesz - znalazły się na konsoli centralnej. A że były sporawe, to miejsca tam wystarczyło tylko dla owych dwóch wskaźników. Witamy w wesołych latach 80., gdzie pojęcia takie jak ergonomia nie mają najmniejszego znaczenia.


Ale wyczulenie właścicieli na ciśnienie i temperaturę oleju miało sens. Dlaczego? Bo najwięcej działo się z tyłu. Tam właśnie, za krótką kabiną, postanowiono umieścić silnik. Od razu było wiadomo - silnik ma mieć 12 cylindrów i pojemność 5 litrów. Jednak ze względu na dość niską linię auta silnik w klasycznym układzie V nie wchodził w rachubę. Także boksera nie chciano, by nie mówiono o Ferrari jak o supersamochodzie z silnikiem Garbusa. No i nie chciano, by kojarzono ich z największym konkurentem w Europie, czyli firmą Porsche. Dlatego zdecydowano się na zupełnie inny zabieg. Zrobiono silnik w układzie V o kącie rozchylenia cylindrów 180 stopni. Ale nadal to był V12 - jak w słynnym poprzedniku. Poprzez taki silnik samochód rozrósł się na boki, dlatego poszerzono część tylną. W pierwszych prototypach chłodnice powietrza były montowane z tyłu pomiędzy światłami i na górze. Jednak ktoś wpadł na pomysł, by zrobić żeberka na bokach i za nimi zamontować chłodnice. Tak oto zrodziła się ta piękna sylwetka.


A ponieważ Włosi to Włosi i bardziej włoscy być nie mogą - zostawili zatem atrapę pomiędzy tylnymi światłami - przedłużając ją na tylne świata i tworząc z niej bardzo ciekawy element stylistyczny. Przez kratki wydać elementy wydechu, ale ludzie z Ferrari stwierdzili, że jest piękny i jest co podziwiać, więc go specjalnie nie maskowali.


A sam silnik upakowano dość zgrabnie i przykryto czerwoną pokrywą. Dziś pewnie pokrywa byłaby przezroczysta, ale nie narzekajmy, nazwa samochodu zobowiązuje. A ponieważ w samochodach żółtych pokrywa jest żółta, a w czarnych - czarna, to moja teoria nijak się ma do rzeczywistości.



Jak się sprawował taki silnik na drodze? Tak jak na 390 KM przystało. Rozpędzał samochód w 5,3 sekundy do setki i pozwalał na osiągnięcie prędkości maksymalnej 295 km/h. Jednak największą wadą tego silnika było smarowanie. Przez jego brak lub zaniki - silniki się zacierały. Dlatego właśnie kierowca miał przed oczami wskaźniki parametrów oleju i wiedział, że może poszaleć samochodem dopiero wtedy, jak olej osiągnie temperaturę roboczą, a skończyć szaleństwa, jak olej będzie za gorący. A że od osiągnięcia jednego do drugiego podczas ostrzejszej jazdy mijało niewiele czasu, dlatego też kierowcy posiadający Testarossę nie szaleli, a jeździli dość... dostojnie. A jak ten samochód brzmiał? Ano brzmiał...


Podczas produkcji Testarossa przechodziła kilka modyfikacji. W roku 1991 nastąpiła pierwsza z nich - mały facelift twarzy. Nazwa została zmieniona na 512 TR (5 litrów 12 cylindrów Testa Rossa), moc silnika zwiększono do 428 KM, co pozwoliło przyspieszać do setki w 4,8 s i osiągać prędkość maksymalną 314 km/h.


W roku 1994 przeprowadzono kolejny lifting, zrezygnowano z chowanych świateł, zmieniono nazwę na 512M (od Maranello), moc silnika podniesiono do 440 KM, co tylko nieznacznie poprawiło osiągi (w przyspieszeniu do setki było lepiej o 0,1 sekundy, a prędkość maksymalna była wyższa o 1 km/h od 512TR



Testarossę próbowano tuningować, aby powróciła na tory jako zwycięzca. Najciekawszą przeróbką tego samochodu była bez wątpienia Koenig-Specials Testarossa Competition Evolution, która ukazała się w roku 1985. I znawcy już wiedzą, o czym mowa. Firma Koenig kompleksowo przebudowała samochód, dodała szersze koła, wzmocniła zawieszenie i hamulce, a także zmieniła całkowicie nadwozie. Jednak najwięcej zmian nastąpiło w komorze silnikowej. Nowa skrzynia biegów, wydajniejszy układ hamulcowy, a to wszystko po to, by okiełznać potwora, jakim stał się silnik. Dzięki dwóm turbosprężarkom osiągał moc 1000 KM i maksymalny moment obrotowy 1003 Nm. Do setki samochód zbierał się w 3,7 sekundy, do 200 w 10 sekund, a prędkość maksymalną określono na 370 km/h. Dziś te liczby są oszałamiające, a ten samochód miał takie osiągi w roku 1985. I miał homologację drogową.


A jak to brzmi? Tak właśnie:


Zatem jeszcze raz przypatrzmy się temu przepięknemu samochodowi, bo to już koniec artykułu o nim. Danymi co do przyspieszeń i modeli oraz dat podpierałem się ze strony Ferrari, a konkretnie to tutaj zajrzałem.


Ponieważ niektórzy twierdzą, że to Ferrari posiadało silnik typu boxer, to już tłumaczę dlaczego tak nie jest. Poniżej animacja przedstawiająca płaski silnik V12. Dokładnie taki, jaki zastosowano w tym samochodzie. Na co zwrócić uwagę? Na jednym wykorbieniu wału znajdują się dwa tłoki.


A to typowy boxer - każdy tłok ma swoje wykorbienie wału (jak w Subaru, Porsche czy Garbusie):


Dlatego też błędem jest określanie silnika Testarossy mianem boxera.

Artykuł napisałem dla Joe Monster

Bonus tylko dla czytelników tej strony!

Niebawem! Wpadaj tu czasem i zaglądaj do artykułów - na bieżąco znajduję ciekawostki i dodaję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.