Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

środa, 11 maja 2016

Mercedes Benz W123 - legendarna trwałość od Mercedesa. Przy okazji rozprawię się z jednym mitem + bonus

W roku 1975 Mercedes postanowił nieco odświeżyć wygląd swojego auta z segmentu E. Model poprzedni, czyli W114 produkowany był bowiem od roku 1967 i już nieco się opatrzył.


Na pierwszy rzut oka dla laika niewiele się zmieniło w stosunku do poprzednika. Ot, pionowe reflektory stały się poziomymi. Ale jak tylko się uważnie przyjrzeć, powstał zupełnie nowy samochód. Ponieważ Mercedes miał bardzo dużo czasu na przygotowanie nowego auta, a i projektanci się zbytnio nie natrudzili, zatem mogli się skupić na tym, co potrafili w tamtych czasach robić najlepiej. Na jakości auta. A jak się później okazało, była ona legendarna.
To nie były czasy, kiedy samochody się testowało na użytkownikach. Wtedy nie było potrzeby zmieniać modelu co 4 lata, by nadążyć za konkurencją. Dość powiedzieć, że poprzednik, czyli W114 był produkowany przez 9 lat, a omawiany model przez 11.
W obu przypadkach następny model ukazał się po 8 latach od rozpoczęcia produkcji poprzednika, więc Mercedes miał bardzo dużo czasu na dopracowywanie konstrukcji. Zwłaszcza że w tamtych czasach technologia produkcji samochodów nie zmieniała się tak szybko jak dziś, gdzie nowy samochód zjeżdżający z taśmy już jest praktycznie przestarzały. Nie gonili Mercedesa ekolodzy, a użytkownicy cieszyli się, jak mieli w samochodach z tamtych lat takie opcje jak elektrycznie otwierane szyby, klimatyzację i wspomaganie kierownicy.
Ale te rzeczy były znane od dawna i Mercedes nie musiał zaskakiwać nowinkami, by się wybić ponad innych. Wystarczy, że mieli ugruntowaną pozycję jako producent jednych z najlepszych aut na świecie. To wystarczyło.


Właśnie w takim duchu powstawał W123. Bez pośpiechu, za to samochód był dopracowany. No i oprócz sedana (W123 na zdjęciu powyżej) i coupe (C123) pojawiła się także wersja kombi (S123T). Poniżej właśnie te wersje W123



Jak dobry był to samochód? Bardzo dobry.

Wyznacznikiem jakości samochodu są taksówkarze. A oni pokochali tego Mercedesa. Z racji jego bezproblemowości. Według ekspertów Mercedes przy malowaniu auta stosował 11 powłok. Czyli od blachy do górnej warstwy lakieru było 11 warstw. Po to, by ruda nie szalała.
A trzeba wiedzieć, że rdza w latach 70. to była największa zmora ówczesnej motoryzacji.
Powiesz "ale beczki gniją". Owszem. Teraz gniją po pokonaniu milionów kilometrów. Ale zauważ, że współczesne im auta już dawno zgniły, a beczki nadal jeżdżą... Mercedes dołożył naprawdę wszelkich starań, by stworzyć auto przyjazne kierowcy. Prócz wyżej wspomnianego wyposażenia (poza wspomaganiem kierownicy, które od roku 1982 było w standardzie dla każdej wersji silnikowej), można było zakupić także centralny zamek oraz automatyczną skrzynię biegów. W późniejszym okresie można było domówić tempomat, ABS czy poduchę powietrzną kierowcy (od 1983 roku).


Ale w pakiecie z wyposażeniem kupowało się coś jeszcze. Legendarną niezawodność i niesamowicie wygodną tylną kanapę. W swoim życiu siedziałem na tylnych kanapach w różnych autach. Ale tak wygodnie jak W123 3,0 TD nie podróżowało mi się żadnym autem. Jeśli można mieć kawałek nieba na Ziemi, to będzie to właśnie tylna kanapa beczki. Kto nie jechał, niech spróbuje. Polecam.


Sylwetka auta - klasyczna. Ogromne światła przednie (z początku okrągłe, a po lifcie kwadratowe), charakterystyczny grill, wyraźnie zarysowany bagażnik, który jest w jednej linii z dolną krawędzią okien bocznych. I charakterystyczne światła tylne. No powiedzcie, czy ta sylwetka się opatrzyła? Jest ponadczasowa i klasycznie piękna do dziś. Czyli rada - nie szaleć, a budować klasycznie. Będzie ponadczasowo!


Kierowca widział to, co najpotrzebniejsze, żadne wskaźniki ponad te absolutnie niezbędne nie rozpraszały uwagi kierowcy. Obrotomierz za dopłatą. Ogromna kierownica i każdy przycisk na swoim miejscu. Strasznie mi się podobał ten porządek i ascetyzm Mercedesa w porównaniu do innych producentów z tamtych lat. Zobaczcie na nawiewy wentylacji/klimatyzacji. Jak widać, moda wraca... No i oczywiście, co było już tradycją u Mercedesa, kierowca i pasażer mogli osobno dla siebie ustawiać temperaturę chłodzenia/grzania. Pasażerowie z tyłu musieli zadowalać się miksem preferencji tych z przodu.


A fotele przednie aż proszą o długie trasy...


Przejdźmy teraz do mechaniki auta.

Silniki. Nie wskażę faworyta, bowiem takiego nie ma. Każdy z silników był niesamowicie trwały. Jak bardzo? Dla silnika 200 D przeciętny przebieg do czasu pierwszej awarii, czyli unieruchomienia samochodu, wynosił ponad 850 000 km. To chyba o czymś świadczy. Dziś cieszymy się, jak silnik 200 000 przejedzie - uważamy go za dobrą konstrukcję.
A sam samochód jak odmówi nam posłuszeństwa po 100 000 km to jest rewelacja. W tamtych latach taka konstrukcja byłaby dość mizerna. Ot, cena postępu. Dla tych, którzy chcą jeździć oszczędnie, ale niekoniecznie szaleć polecano diesle. Dla bardziej dynamicznych - turbodiesle. Jednak nawet trzylitrowy turbodiesel demonem prędkości nie był, bo miał caluteńkie 125 KM.
Dla tych, którzy nie liczyli się z ekonomią dedykowane były silniki benzynowe, a wraz z nimi chyba jedyny słuszny dla tego samochodu 185-konny R6 2,7 litra nazwany jako 280 E. Właśnie on zapewniał dość przyzwoite osiągi W123. Przyzwoite, to znaczy, że przyspieszenie do setki trwało 10 sekund, a prędkość maksymalna to 200 km/h.
Z ciekawostek: w instrukcji obsługi było napisane, że producent nie podaje procedury obsługi tylnego mostu, gdyż nie przewiduje jego awarii. I to była prawda - tylne mosty w Mercedesie nie psuły się nigdy. I nie wyły w przeciwieństwie do tych z FSO... Czyli że jednak można było. Napęd samochodu - klasyczny.


No i jeszcze to niezapomniane brzmienie Diesli z wtryskiem pośrednim. Tak, to nie wstyd tu właśnie dać ten niezapomniany klekot.


Produkcję modelu zakończono po 11 latach w roku 1986.

"Mercedes już nie produkuje tak trwałych aut, gdyż przez W123 omalże nie zbankrutował"

Czas rozprawić się z tym mitem. Tak naprawdę to nie miał on nic wspólnego z rzeczywistością W latach, kiedy wypuszczano W123 ceny samochodów były obliczane tak, że firma zarabiała na każdym wyprodukowanym egzemplarzu. I to wcale niemałe pieniądze, dzięki czemu nie było konieczności zarabiania na serwisie, wystarczyło produkować więcej nowych modeli. W123 powstało prawie 2,7 miliona sztuk. Tylko Volvo udało się wyprodukować więcej aut jednego modelu (240) w prestiżowym segmencie E. Powiesz - nieprawda. Audi 100 C3 robiono przez 9 lat i pełno ich jeździło. Owszem, ale wyprodukowano ich 1,1 miliona. BMW serii 5 w szczytowym okresie produkcji zrobiono 1,3 miliona jednego modelu (E34). Oto jak bardzo Mercedes odstawił konkurencję!
By to pokazać jeszcze jaskrawiej - w roku 1982 Mercedes sprzedał więcej modeli W123 niż VW swojego hitu, czyli Golfa. Więc naprawdę Mercedes miał się bardzo dobrze, jeśli chodzi o finanse i W123 była koniem pociągowym firmy, a nie jego kulą u nogi. Sprzedaż tego auta przynosiła firmie potężny zastrzyk gotówki. Gdyby tak nie było, nie powstałby równie udany W124. A powstał, był podobnie trwały, a sprzedano go tylko niewiele ponad 100 000 sztuk mniej niż W123. Więc ta legenda naprawdę nie ma racji bytu, bo W123 nie doprowadził Mercedesa do bankructwa, a wręcz przeciwnie, dał potężny zastrzyk gotówki firmie i ugruntował pozycję Mercedesa jako firmy prestiżowej produkującej świetne samochody.

Co zatem się stało, że przestano produkować auta trwałe?

Świat się zmienił. Klienci zaczęli żądać coraz więcej, ekolodzy wtrącili swoje 3 grosze, a UE zaczęła nakładać coraz większe wymagania pod względem bezpieczeństwa. Już nie tylko poduszki czy pasy stały się obowiązkowe, ale także ABS, ESP i masa innych systemów. To bardzo podrażało produkcję aut. A przecież nie można podnosić cen samochodów w nieskończoność. Doszło do tego, że samochód stał się dobrem powszednim, więc i jego cena także musiała być przystępna. Zatem co zaczęli robić producenci, skoro mieli coraz mniejsze zyski na sprzedaży samochodów? Zaczęli szukać tańszych poddostawców (wiadomo, że odbiło się to na jakości podzespołów). Ale tego też nie można było obniżać w nieskończoność. Więc postanowiono zarabiać na serwisie.
Poprzez produkcję podzespołów trwałych i drogich, ale w jednym module z podzespołem tanim i zawodnym.
Poprzez specjalistyczne narzędzia potrzebne do naprawy auta czy komputery oraz oprogramowanie (potrzebne nawet do takiej prozaicznej czynności jak wymiana akumulatora).
Nawet płyn od wycieraczek musi być oryginalny, bo przypadkowo wlany powoduje wyświetlenie komunikatu o braku płynu, a konsekwencją tego jest unieruchomienie pompki od spryskiwacza szyb.
I tak oto sami sobie zgotowaliśmy to, że auta są coraz gorsze... Wszystko oczywiście pod przykrywką bycia ekologicznym. Tylko ciągła utylizacja tych aut jest mniej eko, niż wyprodukowanie porządnego, trwałego auta. Serio.

I przytoczę jeszcze slogan reklamowy Mercedesa W123:
"Auta się psują. Nasze później niż inne"
Co zatem obecnie poszło nie tak?

Zatem kochajmy W123. Takie trwałe auta jak on już nie wrócą. Szkoda.


Artykuł napisałem dla Joe Monster

Bonus tylko dla czytelników tej strony


"Kierowca zauważa, podejmuje decyzję i działa. Auto reaguje."
 Tak Mercedes reklamował właściwości jezdne modelu W123. Zawieszenie było komfortowe i jednocześnie samochód prowadził się dość precyzyjnie. Zawieszenie tylne to dzielona oś oparta na wleczonych wahaczach, a z przodu podwójne wahacze. Jak na tamte lata zawieszenie było dość nowatorskie (zresztą przejęte z klasy S, stąd Mercedes mówił, że to komfort klasy luksusowej w aucie na co dzień). Samochód dość mocno się przechylał w zakrętach, ale jednocześnie nie wpadał w poślizg. Jak się udało Mercedesowi tak zestopniować zawieszenie? To pozostanie ich tajemnicą. Mercedes od początku produkcji modelu stawiał na bezpieczeństwo. Kontrolowane strefy zgniotu z przodu i z tyłu (choć raczej jak W 123 wjechało w jakiekolwiek inne auto, to raczej to inne auto się poddawało, no, chyba że tym innym autem było drugie W 123), wzmocnione słupki w razie dachowania, czy wzmocnione drzwi były standardem dla każdego W 123. W 123 jako pierwszy na świecie miał tak połączoną kolumnę kierownicy z przekładnią, by w razie uderzenia nie była przekazywana energia uderzenia na koło kierownicy. Nieźle wyposażony samochód kosztował około 18000- 20 000 marek. Poduszka powietrzna kierowcy to wydatek 1580 marek. Drogo i dlatego tak mało osób się decydowało na taki dodatek. 

Co do Diesli - panowała opinia, że te silniki pojadą na czymkolwiek, byle tłuste było... Zresztą zrobili test jazdy na zużytym oleju po frytkach (jeśli pamiętam było to w Fifth Gear i Mercedesie W 124) i samochód jeździł bez żadnych problemów. 

Pozostaje pytanie - czy będąc fanem Mercedesa zdecydował bym się dziś na zakup klasycznego W123? Odpowiedź jest tylko jedna - oczywiście bezapelacyjnie i bez dwóch zdań. Dla pasjonatów marki jest to auto niemal obowiązkowe!

A na koniec kilka moich fotek W 123. 




10 komentarzy:

  1. Rewelacyjny artykuł! Dzięki za bonus tutaj ;) Miałem mieć kiedyś beczkę, jednak z rozsądku kupiłem w201 2.5D - i nie żałuję, był świetny, ale po przeczytaniu tego art. znów wszystko wróciło...Jeśli się nie zdecyduję za niedługo, to ceny póxniej powalą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak tytułem uzupełnienia, rekordzistą sprzedaży jednego modelu w segmencie E jest Volvo - seria 200 sprzedała się w ponad 2.8 miliona egzemplarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, zapomniałem o tym modelu. No ale oni mięli na ten rekord 19 lat. W123 przez 11 się uwinął. Więc de facto sprzedawał się lepiej jeśli przeliczyć średnią ilość rocznie sprzedanych egzemplarzy. Mercedes sprzedawał średnio 245 454 sztuki rocznie, Volvo natomiast 150 661 sztuki rocznie. Więc dynamikę sprzedaży Mercedes miał o wiele większą...

      Usuń
  3. Aż szkoda że się skończył ten artykuł... ��

    OdpowiedzUsuń
  4. swietny artykol -wspanialy samochod !!!! bylem swego czasu uzytkownikiem 2 takich wozow jeden 300 td -po prostu bajka ,w dwa lata zrobilem nim 180 tys km i ...doslownie nic sie nie zapsulo a zjezdzilem wiekszosc kraju ,pozniej zakupilem 240 D i tez bylem bardzo zadowolony bo auto bezawaryjne choc jazda juz nie taka jak moja kochana trzysetka -wspominam bardzo ,bardzo milo .

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam Twoje artykuły od dawna i po prostu je uwielbiam, kawał wspaniałej roboty!

    Mam takie pytanie: gdybyś miał wybór, to brałbyś W123 300D, W124 300D (1985–1993) czy W124 300D (1993–1997)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Załóżmy, że każde rozpatrywane auto jest w świetnym stanie blacharsko - mechanicznym. Ewentualnie w stanie akceptowalnym, ale podobnym w każdym przypadku. Ja brałbym W123, ale jeszcze z okrągłymi światłami (jak na 1 zdjęciu) Klasyka pełną gębą. No i wartość tego auta wzrasta. I dla mnie jest przepiękne, Uwielbiam takie kształty i już. Choć 124 też uroku odmówić się nie da, ale beczka ma w sobie to coś...

      Usuń
  6. No zmieniło się i to sporo. Ale jest po prostu pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Artykuł ok, pienie sie czyta jednak mając w domu beke kiedys przez 10 lat z jednym sie nie zgodze mialem w nich wymieniane 2 mosty napedowe ... (nie licząc tego co siedzial po zakupie auta) wyły ... jeden w zakresie6X-80 drugi 50-70 ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.