Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

niedziela, 28 lutego 2016

BMW 507 - idealny samochód, przez który BMW omal nie splajtowało

Historia o tym, jak stworzyć samochód idealny i jak przez ten idealny samochód pójść na dno. Nie wierzysz, że to możliwe? To przeczytaj!


Jest rok 1956, w którym to motoryzacja odchodzi od pontonowych nadwozi z widocznymi błotnikami i stopniami pod drzwiami, a kieruje się ku nowocześnie wyglądającym nadwoziom z lampami wpasowanymi w bryłę auta. Triumfy święcą małe angielskie roadstery, a Citroen pokazał przełomowy model DS. BMW, które właśnie produkuje licencyjną Isettę, pragnie mierzyć wyżej. Zarząd stawia wszystko na jedną kartę i firma opracowuje nowy silnik V8 oraz nowy roadster. Nazywają go 507 i w jego projekt wkładają masę pieniędzy, by był lepszy od największego konkurenta - Medcedesa 300 SL.


BMW podeszło do zaprojektowania tego auta bardzo ambitnie. Postawili wszystko na jedną kartę, by stworzyć samochód genialny. Miał to być najlepszy i najpiękniejszy roadster w tamtych czasach. Czy im się to udało? Spójrzcie na ten samochód. Jego linie pomimo upływu lat są przepiękne. Agresywny przód, długa maska, boczne skrzela, lekka linia drzwi i seksownie zaakcentowane tylne błotniki. To musi robić wrażenie. Samochód nie był krótki - miał prawie 4,4 metra długości, ale tego nie widać - projektanci BMW bardzo dobrze odrobili zadanie domowe i stworzyli pięknego roadstera. Całość zwieńczają przepiękne chromowane zderzaki i chromowana ramka szyby. Niby chromu nigdy za wiele, ale ten samochód bardzo dobrze łączy proporcje elementów chromowanych w stosunku do reszty nadwozia.


Wnętrze - tu roadstery nie grzeszyły przepychem. Generalnie ten samochód ma dawać frajdę z jazdy, a nie kusić luksusami. Jednak BMW poszło inną drogą. Zrobili piękne duże zegary, dali skórę i takie luksusowe dodatki jak radio, popielniczkę czy dwupunktowe pasy bezpieczeństwa. Dźwignia od skrzyni biegów była umieszczona w podłodze i to także był powiew nowatorstwa, bo w tamtym okresie większość samochodów miała takową dźwignię przy kierownicy. Także liczba biegów, czyli cztery, robiła wrażenie. W tamtych czasach królowały trzybiegowe skrzynie manualne i dwubiegowe automaty. Więc widać, że BMW nie szło na skróty. O jakości tego samochodu może świadczyć fakt, że do dziś jeździ 80% wyprodukowanych samochodów modelu 507.


Z czego słynie BMW? Z silników. Więc taki roadster nie mógł otrzymać wzorem angielskich kuzynów małego czterocylindrowego wypierdka. Więc dla firmy takiej jak BMW byłaby to zniewaga. Opracowali więc coś ekstra. V8, o pojemności 3,2 litra i mocy 150 KM (ostatecznie podniesionej do 165 KM) i momencie obrotowym 235 Nm. Dziś takie wartości uzyskuje się z litra pojemności, ale nie oszukujmy się. Współczesny silnik będzie mógł pomarzyć o takiej żywotności, jaką charakteryzował się silnik BMW 507. Wszystko zostało dopracowane pod kątem niezawodności i... nie wyczytałem, by jakikolwiek właściciel BMW 507 uskarżał się na problemy z silnikiem. Jest to mocny punkt tego samochodu. Dzięki temu silnikowi samochód przyspieszał do setki w 11,1 sekundy i rozwijał prędkość maksymalną 220 km/h. Dziś te wartości przyjmujemy z przymrużeniem oka, ale w tamtych latach Ferrari przyspieszały w około 3 sekundy szybciej. Więc jak na owe czasy ten samochód takim zawalidrogą nie był. Zwłaszcza że normą było osiąganie setki przez ówczesne samochody w zawrotnym czasie około 30 sekund.


Samochód jak pokazałem był prawie bez wad. Musiał się podobać i podobał się. Więc dlaczego wyprodukowano go w zaledwie 253 sztukach? Wszystko rozbija się o pieniądze. Samochód był tak drogi w fazie projektu, że BMW zwyczajnie nie miało pieniędzy na jego produkcję. A te samochody, które wyprodukowali, wyceniono na 26 500 marek niemieckich. Popularny samochód kosztował około 7 000 marek, a roadstery z Wielkiej Brytanii były jeszcze tańsze. BMW popadło w ostry kryzys finansowy i było na skraju bankructwa. A wykończył je najlepszy samochód, jaki kiedykolwiek zbudowali. Ot, ironia losu. Produkcję samochodu zakończono w roku 1959, kiedy to firma była o krok od przejęcia przez Mercedesa. Czyli kolejny rechot ze strony historii - 507 miało być największym konkurentem Gullwinga, a niewiele (raptem 10% głosów) brakowało, że przez ten model firma mogła być zjedzona przez Daimler Benz. Na szczęście dla BMW jego losy potoczyły się inaczej, ale to już temat na osobną historię. Póki co cieszmy oczy i uszy BMW 507.


A dziś? O ile ktoś z 203 właścicieli zdecyduje się na sprzedaż samochodu, to trzeba się przygotować na wyłożenie na samochód około miliona dolarów. A właściciele niechętnie rozstają się z tymi samochodami. I wcale się im nie dziwię.

Artykuł napisałem dla Joe Monster

Bonus tylko dla czytelników tej strony!

Niebawem! Wpadaj tu czasem i zaglądaj do artykułów - na bieżąco znajduję ciekawostki i dodaję!

1 komentarz:

  1. Widać historia czegoś ich nauczyła i teraz robią badziewia gdzie po przejechaniu 150- 200 k km trzeba kupić nowe albo bulić w serwisie za naprawę.... to były piękne czasy

    OdpowiedzUsuń

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.