Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

niedziela, 24 lipca 2016

AC Cobra - szybki, jadowity i piękny

Poniżej przedstawię Wam historię miłości do motoryzacji, pasji oraz niecodziennego mariażu. A wszystko to zaowocowało powstaniem niezwykłego samochodu.


Lata 50. Szalony to czas dla motoryzacji. W owym czasie w USA niejaki Carroll Shelby był całkiem znanym kierowcą wyścigowym. Co najdziwniejsze - największe sukcesy odnosił w autach Aston Martin. W roku 1959 na aucie tej marki wygrał 24-godzinny wyścig Le Mans. Shelby jeździł także w samochodach Maserati i Ferrari. Jednak jako Amerykanin kochał ogromne V8. Jego marzeniem było połączyć zwinność europejskich aut z potęgą V8 z USA. Niestety z powodów zdrowotnych w roku 1959 Shelby musiał się wycofać z wyścigów. To dla człowieka kochającego motoryzację było wielkim ciosem. Jednak Carroll od motoryzacji nie odszedł. Zajął się tworzeniem samochodów. Tak oto odszedł Shelby - kierowca wyścigowy i narodził się Shelby - genialny konstruktor. 


Decyzja o pozostaniu konstruktorem była brzemienna w skutkach. Carroll pozostawił po sobie niesamowitą spuściznę. Do dziś nazwa Shelby na Mustangu budzi szacunek. Ale początki nie były proste. Marzenie o mariażu samochodu z Europy i silnika z USA nie dawało mu spokoju. Wszedł on w układy z Fordem. W ten sposób dysponował już Fordowskimi V8. Pozostała kwestia samochodu - dawcy. W tym samym czasie w Anglii działała firma AC Cars. Produkowali oni od roku 1956 niewielki dwumiejscowy roadster o nazwie AC Ace.


Do jego napędu używano silników o pojemności 2 litrów, a pod koniec produkcji 2,6 litra. Samochód prowadził się wyśmienicie, ale jego silniki nie grzeszyły mocą. I stało się to, co było nieuniknione. Shelby wszedł w układy z firmą AC Cars i w roku 1961 sprowadził jeden z samochodów do USA. Shelby zachwycił się tym, że samochód jest zbudowany na stalowej ramie przestrzennej, posiada niezależne zawieszenie wszystkich kół oraz hamulce tarczowe na wszystkich 4 kołach. Shelby troszkę przeprojektował nadwozie i wstawił tam silniki V8 z palety Forda. Ale nie byle jakie silniki, bo trafiły tam silniki o pojemności 260 cali (4,3 litra), 289 cali (4,7 litra) oraz prawdziwy potwór, bowiem w roku 1963 trafił tam silnik o pojemności 427 cali (7 litrów) i mocy, bagatela, 485 KM. A to wszystko w samochodzie ważącym nieco ponad tonę! W roku 1961 wyprodukowano ostatni AC Ace i zarazem powołano do życia AC Cobra.


I tak narodziła się legenda. Samochód marzeń. Auto miało o dziwo równy rozkład mas na obie osie. Silnik został umieszczony za osią przednią, napędzał koła tylne. A jak się ten 7-litrowy potwór prowadził? Dość spektakularnie. Zacznijmy od ruszenia z miejsca. Po 4,2 sekundy na liczniku masz 100 km/h, a po 12,4 sekundy pokonujesz 400 metrów. A wszystko to w roku 1963 w seryjnym samochodzie! Dorzucimy prędkość maksymalną wynoszącą 266 km/h (przypominam - mówimy o dwumiejscowym roadsterze) i mamy obraz całości. Kierowcy mający zaszczyt go prowadzić mówili, że uczył pokory. Każda reakcja samochodu była przesadzona. Zdjęcie nogi z gazu na środku łuku kończyło się zawsze efektownym piruetem. Gwałtowniejszy ruch kierownicą, który w innych autach ledwo podnosił puls kierowcy, tu kończył się poślizgiem bocznym, kończącym się w najlepszym razie bezwiednym opróżnieniem pęcherza. Wszystko to oczywiście działo się przy wysokich prędkościach, ale kto takim autem jeździł powoli? Zwłaszcza tak brzmiącym?


Wnętrze? Ascetyczne - 2 siedzenia, kierownica, prosta deska rozdzielcza z paroma przełącznikami i to wszystko. Jedyne czego tam nie brakowało to zegary. Z każdym rokiem ich przybywało. Zaczęło się od 6 podstawowych, a skończyło na 11. Komfort jazdy? Żaden. Mówimy o samochodzie sportowym, a nie o krążowniku. 


Cobry przestano produkować w roku 1967. Jednak samochód żyje do dziś. Niezliczone firmy produkują repliki samochodu - zarówno złożone, jak i do samodzielnego montażu. Tak więc legenda nie umiera - odradza się do dziś. I całe szczęście, bo to przepiękny samochód! 


I na zakończenie ostatni rzut okiem na legendę.


Artykuł napisałem dla Joe Monster

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.