Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

sobota, 30 kwietnia 2016

Toyota 2000 GT - perła z Japonii + bonus

Projekt Yamahy zrobiony dla Nissana z designem Niemca. Brzmi dość niecodziennie. No dobrze, to dlaczego nazywa się Toyota? Zapraszam do lektury.


Zacznijmy od początku. Yamaha we współpracy z Albrechtem Goertzem tworzy samochód sportowy dla Nissana. Samochód ma się nazywać Skyline GT. Niestety Nissanowi niezbyt podobały się kształty nadwozia i zrezygnował z projektu. I wtedy pojawiła się Toyota, która chciała zerwać z opinią producenta samochodów rodzinnych i bardzo konserwatywnych. Kupili oni projekt samochodu sportowego po czym... Zrobili go od początku. Po swojemu. Toyota uczyniła Raymonda Loewy człowiekiem odpowiedzialnym za design. Może nawet zbyt odważnie podeszli do tematu, gdyż zdołali sprzedać zaledwie 351 sztuk tego samochodu w latach 1967-1970. Czemu tak mało? W roku 1970 ten samochód kosztował 6800 dolarów. Czy to mało, czy dużo? Ceny Porsche 911 T z roku 1970 zaczynały się od 6435 dolarów. Plotka głosi, że Toyota sprzedawała samochód po kosztach - zależało jej jedynie na podniesieniu wizerunku marki, a nie na korzyściach finansowych. Samochód od początku do końca był robiony w fabrykach Yamahy. 


Co powodowało tak wysoka cenę? Spójrzmy na nadwozie. Zostało wykonane w całości z aluminium. Po to, by obniżyć jego masę. Nadwozie było nowoczesne i niskie - samochód miał 116 cm wysokości. Szerokość wynosiła 160 cm, a długość 417 cm. Szałowo wyglądały lusterka umieszczone na nadkolach oraz światła. Właśnie im należy poświęcić trochę słów. Samochód posiadał otwierane światła mijania. Po ich otworzeniu widać było chromowaną obwódkę, a całe lampy były wykonane na wzór świateł ze starych angielskich parowozów. Kto by się dziś przejmował takimi detalami? Zresztą wystarczy spojrzeć na zdjęcie, by się zakochać w tym detalu. 


Pozostańmy przy światłach. Japończycy nie chcieli montować do świateł żarówek dwuwłóknowych. Chcieli, by po zapaleniu świateł drogowych świeciły się zarówno światła mijania, jak i drogowe. Po to, by kierowca miał dobrze oświetloną drogę przed sobą. Jedynym znanym do dziś wyjściem z takiej sytuacji w przypadku reflektorów żarówkowych jest zamontowanie drugiej pary świateł. Ponieważ podnoszone światła mijania były zbyt piękne, by je oszpecać, zaprojektowano zatem osobne światła drogowe/dalekosiężne w miejscu zderzaka. Były to światła drogowe przykryte pleksi. Zderzak musiał ustąpić miejsca designowi, więc pozostał szczątkowy w postaci kłów i narożników. Zresztą z tyłu zrobiono tak samo, ograniczając się tylko do kłów. 


Przejdźmy do wnętrza. A tam pełen luksus. Sportowe skórzane fotele, drewno, klimatyzacja, wspomaganie kierownicy i radio. Jak na tamte lata był to niesamowity luksus. Jedyną opcją, jaką można było zamówić, były elektryczne podnośniki szyb. Poza tym detalem samochód był kompletnie i konkretnie wyposażony. Reszty dopełniała pięciobiegowa manualna skrzynia biegów lub trzybiegowy automat. 


Pozostańmy przy zegarach, bo było ich trochę. Przed oczami kierowca miał prędkościomierz i obrotomierz. Na wysokości tych zegarów w konsoli środkowej umieszczono amperomierz mierzący prąd ładowania, wskaźnik temperatury silnika, ciśnienia i temperatury oleju oraz wskaźnik poziomu paliwa. Nieco fajniej było pod radiem. Umieszczono tam dwa zegary. Pierwszy to klasyczny zegarek, a drugi to... stoper. Od razu było wiadomo, do czego jest stworzony ten samochód. 


A skoro już jesteśmy przy mierzeniu czasów, to przejdźmy do czegoś, co powoduje, że czasy przyspieszeń i czasy na torze są niskie. Zajmijmy się silnikiem. Standardowo Toyota montowała tam sześciocylindrowy dwulitrowy rzędowy silnik. Posiadał on 2 zawory na cylinder oraz dwa wałki rozrządu w głowicy. Silnik legitymował się mocą 150 KM oraz momentem obrotowym 177 Nm. Wystarczyło to, by rozpędzić ten ważący 1120 kg samochód 0-100 km/h w czasie 8,4 sekundy. Prędkość maksymalna pojazdu wynosiła 220 km/h, a ćwierć mili w czasie 15,9 sekundy.


Samochód prowadził się wyśmienicie, posiadał napęd na tylne koła oraz niezależne zawieszenie wszystkich kół. By obniżyć środek ciężkości ciężki akumulator umieszczono dość blisko podłogi. Natomiast silnik ze skrzynią biegów umieszczono za przednią osią, by uzyskać dobry rozkład mas przypadających na przednią i tylną oś. Co więcej - akumulator równoważy wagę kolektora dolotowego i gaźników umieszczonych po przeciwnej stronie komory silnikowej. Bak i koło zapasowe za tylną osią - po to, by ją dociążyć. Jak widać Japończycy niewiele rzeczy pozostawiali przypadkowi. 


Kilka słów o egzemplarzach specjalnych. Wykonano 9 samochodów z silnikiem o pojemności 2,3 litra i mocy identycznej jak w mniejszym silniku. Toyota zbudowała też jeden kabriolet, którym woził się Bond w filmie: "Żyje się tylko dwa razy". Dlaczego to był kabriolet? Sean Connery jest dość wysokim gościem. I w coupe się nie mieścił. A że brytyjskiemu agentowi nie przystoi jazda z pochyloną głową, która się nie mieści w samochodzie - zatem Toyota przygotowała kabriolet. A wszystko przez reżysera, który się zakochał w tym samochodzie. Jako ciekawostka - do USA eksportowano tylko samochody w kolorach białym i czerwonym. Dziś samochód ten kosztuje około 1,2 miliona dolarów. A jak brzmi? Zapraszam na przejażdżkę.




Artykuł napisałem dla Joe Monster

Bonus tylko dla czytelników tej strony!

Myślicie, że Toyota uczy się na błędach i tylko raz zbuduje taki drogi samochód, który sprzedawać się będzie słabo i na którym stracą spore pieniądze? Skądże znowu - oni znów to zrobili! I to zaledwie po 52 latach od premiery modelu GT2000. Już nie jako Toyota, a jako Lexus, a mowa o modelu LFA. 


Samochód robiono bardzo długo, bowiem zaczęto go projektować w roku 2000, a jak już zrobiono okazało się, ze aluminium, z którego samochód jest zbudowany jest za ciężkie,więc postanowiono samochód zbudować od zera, ale z włókien węglowych. Ot Japońskie fanaberie. Ostatecznie samochód zaprezentowano w roku 2009, a produkcję rozpoczęto w roku 2010. W LFA zadbano o wszystko. Lusterka kierują strugi powietrza do komory silnikowej, a sam silnik wkręca się na obroty tak szybko i tak momentalnie je traci, że zegary muszą być elektroniczne. I nie chodzi o to, że są elektronicznie sterowane, a reszta to piękne wskazówki. Zegary to panel LCD, który zmienia się w zależności of trybu wybranej jazdy. Ot Japońskie fanaberie. Silnik to V10 o pojemności 4,8 litra, mocy 560 KM. Samochód do setki przyspiesza w 3,7 sekundy, osiąga prędkość maksymalną 325 km/h, a kosztuje od 360 000 dolarów w górę. Lexus zapowiedział, że zrobi tylko 500 szt LFA, ale jak znam życie pula się powiększy. 

Czekamy z niecierpliwością czym Toyota nas zaskoczy za kolejne 50 lat...

2 komentarze:

  1. Piękna wieloletnia historia Toyoty 2000 gt. Wydaje mi się, że widziałem o auto kiedyś w jakimś serialu. Teraz nieco inna odsłona pod pieczą innej marki ale nadal wygląd bardzo efektowny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W filmie Żyje się tylko dwa razy z Bondem taka była. Cabrio. Powstała tylko na potrzeby tego filmu.

      Usuń

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.