Proszę wyłącz adblocka. Staram się, by reklamy nie przeszkadzały w czytaniu strony...

niedziela, 20 marca 2016

Aston Martin Lagonda - gdy piękno drzemie w brzydocie

Jeżeli uważasz, że mocne czterodrzwiowe limuzyny wytwarzane przez firmy, które są znane z produkcji aut sportowych to moda ostatnich lat, to jesteś w błędzie. Samochód prezentowany poniżej produkowany był już w roku 1974, a powstała także jego odmiana kombi!


Jest rok 1974. Aston Martin przeżywa ostry kryzys finansowy. Brytyjscy producenci samochodów zajmują się bardziej strajkami, niż produkcją samochodów, a Wielka Brytania walczy z kryzysem. Niewesołe to były czasy. Jednak projektanci Astona Martina postawili sobie za cel stworzenie samochodu, dzięki któremu firma przetrwa. Wybór padł na czterodrzwiowego sedana. I słusznie. Tyle że... 

Samochód był ohydny. W sumie był tak brzydki, że aż piękny. Jego produkcja trwała do 1990 roku i wyprodukowano zatrważającą ilość... 645 samochodów. Cenę oszacowano na 50 000 funtów, czyniąc samochód najdroższą dostępną limuzyną na świecie. Ostatecznie z kryzysu Astona wyciągnął w roku 1985 Ford, kupując 75% akcji przedsiębiorstwa. Ale wróćmy do Lagondy. Zajmiemy się tu serią drugą, produkowaną w latach 1976 - 1985.


W tamtych latach bardzo modny był kształt klina. Więc projektanci wzięli się za linijki i naszkicowali samochód. Potem obcięli mu pionowo przód i umieścili w nim lampy, sztuk cztery, kierunkowskazy i światła pozycyjne. Aż w końcu ktoś krzyknął - a może zrobimy wysuwane światła? Są bardzo modne. No i zrobili, dodając kolejne cztery lampy. Jak to wyglądało? Dziwnie. W ostatnich wersjach ograniczyli się do sześciu lamp z przodu - bez świateł otwieranych. 


Tył też nie rozczarowywał. Także robiony pod linijkę, ale nie ciężki optycznie. Lekkości dodawały mu niskie i szerokie światła tylne. I to w czasach, gdy producenci prześcigali się w robieniu jak największych świateł z tyłu. Mi się taki minimalizm bardzo podoba. No i Aston przyciemniał tylną szybę u góry, po to, by pasażerom słońce nie wypalało karków. Wymiary samochodu to: długość 5,82 metra, szerokość 1,79 metra i wysokość 1,30 metra. 


Wnętrze to już zupełnie inna bajka. Połączenie klasyki, czyli skóra i drewno i nowoczesności, czyli paneli dotykowych (w serii drugiej). Nawet lusterka i siedzenia były sterowane elektrycznie za pomocą paneli dotykowych. Czegoś takiego nikt do tej pory nie proponował. Rozwiązanie było chyba zbyt odważne. 


A zegary? Klasyczne? A skąd! Digitalizacja - to słowo przyświecało twórcom Astona. Więc na desce wszystko wyświetlało się w postaci cyferek oraz słupków. Oczywiście za wyświetlanie odpowiadały ultranowoczesne wtedy diody LED. Kierownica - jednoramienna, jak w Citroenie.


Oczywiście można było sobie zamówić Lagondę z normalnymi przyciskami i troszkę inną deską (z serii pierwszej produkowanej jedynie przez dwa lata 1974 i 1975) - ale wtedy Lagonda traci trochę swojego uroku.


A komfort jazdy? Pan na filmie mówi, że nieziemski, i wypada mu wierzyć - nigdy tym samochodem z pewnością się nie przejadę... 


Przejdźmy do silnika - oczywiście V8 5,3 litra o mocy 280 KM. Zespolony tylko i wyłącznie z automatyczną trzybiegową skrzynią biegów. Samochód do setki rozpędzał się w około 9 sekund, a prędkość maksymalna jaką osiągał to 230 km/h. W latach, w jakich powstawał, były to parametry bardziej niż wystarczające i przez parę miesięcy Lagonda mogła się szczycić mianem najszybszego sedana na świecie. 


Aston pomyślał także o rodzinach. W roku 1987 wypuścił samochód kombi o nazwie Aston Martin Lagonda V8 Shooting Brake. I to w oszałamiającej liczbie 1 sztuki. Projektanci poszli na całość i na dobrą sprawę nie wiedzieli, kiedy skończyć samochód, więc obcięli go dość pionowo. Przy okazji dodając dwie boczne szyby. Wygląda to tak, jakby zaprojektowali samochód z normalną ilością szyb w bagażniku, czyli dwiema, dali antenę na dach - po czym ktoś przyszedł i rzekł: Wiecie co? Wydłużmy go jeszcze trochę. Wskutek czego odkręcono tylne drzwi, dospawano trochę blach, dodano dwie dodatkowe szybki i zostawiono antenę na dachu tam, gdzie była w pierwotnym projekcie. Tak właśnie ten tył wygląda. 


A dziś? Czy Lagonda się obroniła? W sumie to nadal jest brzydka. I jednocześnie w tej brzydocie jest cudowna. Jak dla mnie jest w moim samochodowym top 10. Fajnie, że powstała. 


Artykuł napisałem dla Joe Monster

Bonus tylko dla czytelników tej strony!

W roku 2015 Lagonda powróciła! Zwie się Aston Martin Lagonda Taraf i kosztuje od 696 tysięcy funtów wzwyż. Ten model ma szansę pobić poprzednika, którego sprzedano 645 sztuk, choć firma zapowiada wypuszczenie tylko 200 sztuk tego samochodu i każdy ma być sprzedany w tylko Arabii Saudyjskiej. Napędzał go będzie silnik V12 o pojemności 5,9 litra i mocy 550 KM. Silnik bez żadnego doładowania rozpędzi auto w okolice 320 km/h i tyle o nim wiemy. Aston Martin niespecjalnie się chwali osiągami tego auta mówiąc, że są aż nadto wystarczające i wypada im wierzyć. Aston w tym aucie nie eksperymentował - postawił na luksus. Sylwetka czerpie inspirację z oryginalnej Lagondy, ale tym razem jest przepiękna. Tafirma wie, jak robić samochody, w których można się zakochać do nieprzytomności. Zresztą po włączeniu zapłonu na wyświetlaczu umieszczonym w zegarach nie ukazuje się standardowe Welcome, tylko wyskakują trzy wyrazy: MOC, PIĘKNO, DUSZA. I to chyba doskonale określa nową Lagondę. Aston Martin zastosował normalne, standardowe dla niego zegary, ze wskazówkami kręcącymi się przeciwbieżnie (prędkościomierz zgodnie z ruchem wskazówek zegara, obrotomierz przeciwnie do ruchu wskazówek zegara) i wyszło mu to na dobre. Za to samo wnętrze to już zupełnie inna bajka. Nie przynudzam - zapraszam do oglądania galerii. Nie obraził bym się, jakby mi Aston dał jedną z nowych Lagond... 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę komentować artykuły. Proszę nie robić wycieczek osobistych do innych komentujących. Proszę nie reklamować swoich stron w komentarzach. Takie komentarze będą usuwane, a nagminne niestosowanie się do próśb spowoduje zaostrzenie dodawania komentarzy.